niedziela, 2 kwietnia 2017

A niech to wszystko diabli!

Witajcie w niedzielę :)

Moje słowo na dzisiaj nie będzie chyba żadnym odkrywczym postulatem na rzecz feminizmu. Nie jestem nawet w miligramie antyfanką facetów. I stąd też nie dowiecie się jak to niezależnie sobie radzę w kołowrotku wydarzeń.

Będzie trochę optymistycznie. Dopięłam swego. Utarcie nosa temu mojemu sprawc emocjonalnych wirówek wypadło nawet nieźle. Przebakiwał, że jak go zostawię, to mu się świat zawali. Mówił też, że jak jestem na niego zła, to ma wrażenie jakby czas się zatrzymał.

Biedny chłopiec. Naprawdę. Panowie, co z Wami? Kiedy się nauczycie, że nie warto skakać po kobiecie, nie warto jej wystawiać na próby cierpliwości. Nie można tak bezkarnie sobie mówić co się chce i liczyć na to, że ona zapomni. Ja jestem żywym przykładem na to, że głęboko chowam urazy i wyciągam najcięższą artylerię zawsze, kiedy już ta zupełna bezsilność wypływa mi każdym otworem ciała.

Więc dzisiaj wreszcie dałam sobie upust. I co? JP jaki skruszony zadzwonił po południu. Że on sobie zapamieta, co mnie drażni (który to już raz?), że on nie chce się kłócić, że to nie ma sensu, bo okropnie tęskni, a jak mnie nie ma, dostaje na łeb. Nie wiem, może mi się serce zamroziło gdzieś w okolicach 2014 roku? Może to wtedy w moim mózgu mi się przestawiła jakaś klepka i przysięgłam sobie, że żaden facet nie będzie sobie ze mną pogrywał, choćbym kochała go do utraty tchu.

I taka ze mnie królewna z drewna. Pieprzona czarownica, która ciska zaklęciami w przypływie złych emocji. Taka jestem. Nieobliczalnie rozedrgana jak membrana między tymi dobrymi a złymi emocjami. Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem nienormalna. I dobrze. Niech sobie gada.

Dlatego dzisiaj zabrakło mi cierpliwości. Bo dzisiaj jest taki dzień. Mam do niego prawo, jak każda kobieta na świecie. Czasem wkurwić się i nie patrzeć na konsekwencje. Nie mogę, nie chcę i nie potrafię być zawsze subtelna i delikatna. I biada każdemu, kto burknie coś nie tak. Nie dzisiaj, błagam.

Koję się natomiast ukochanymi chłopakami z Sigur rós. Dzięki nim okazało się, że wygrałam dzisiaj konkurs, w których można było wywalczyć fajne, bezprzewodowe słuchawki. Alleluja! Od dawna choruję na porządny sprzęt, który sobie będę mogła zabrać w każde miejsce. Jestem uzależniona od muzyki. Bezgranicznie więc się cieszę i czekam na kuriera. A jutro zamierzam zbawić świat sukienką w kwiatki i pokazać JP, że jak jeszcze raz podskoczy, to nie ręczę za siebie.

O nie!

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/VFVtEQ6EmMs?list=PL7580EB3DAE176106" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz