Cześć czołem :)
Jak na wtorek, to całkiem sporo pracy miałam i mam. Nie zawsze tak jest, ale odkąd pracuję zawodowo, czyli już... uwaga 8 lat, jestem przyzwyczajona do zmienności tempa pracy. A tej miałam sporo w swoim życiu jak do tej pory. Zaczęłam od gównianej pracy lektora z dojazdem na zajęcia do słuchacza. Pewnie kiedyś poświęcę tym historiom więcej czasu. Wniosek jaki nasuwa mi się w tym momencie jest jeden - nevermore. No, ale czego mogła oczekiwać dziewuszka wypuszczona spod skrzydeł matki i ojca, z dyplomem licencjata w kieszeni i wielkimi wyobrażeniami o mieście wojewódzkim? Nie, nie byłam pyszna, byłam... chyba przestraszona, ale świetnie się z tym kryłam. Potem przeżyłam epizodzik w jakimś dziwacznym biurze jako... konsultant językowy, czyli de facto wykonywałam tłumaczenia (!) dokumentów biurowych i biznesowych, o których nie miałam pojęcia. Ta historia też zasługuje na osobny wątek, gdyż skończyła się (dla właścicieli) więzieniem. Następnie wylądowałam na prawie 6 lat w szkole jako nauczycielka j. angielskiego. Skończyłam studia magisterskie, popałowałam się z rodzicami (dzieciaki były ok). I wylądowałam w efekcie w korpo. Ta instytucja jednak bardzo mnie rozczarowała, ja pewnie też instytucyję rozczarowałam swoją niefrasobliwością. W każdym razie etap zamknięty i bardzo dobrze. Na pewno nigdy więcej do głowy mi nie przyjdzie szukanie pracy w strukturach powszechnie znanych jako wyzyskujących.
Natomiast od sierpnia 2016 jestem szczęśliwą pracownicą maleńkiej agencji PR-owej. I jest mi tutaj najlepiej. Już nie wspominam o tym, na czym ta praca polega, bo wystarczy sobie wyguglować, ale jakimi dobrociami mnie to zajęcie obdarowało. A jest czym się chwalić:
1. Pewność siebie - jako osoba o niskich zasobach tego pierwiastka osobowości, muszę przyznać, że odkąd tu pracuję jestem bardzo pewna siebie. Swoich umiejętności, swojej pozycji, swojego talentu. Bo co tu ukrywać, PR-owiec jest pisarzem, czyta w myślach, badaczem, znawcą reklamy, znawcą trendów i bogowie wiedzą kim jeszcze. Jeszcze nigdy nie miałam takiego poczucia, że dobrze to robię, a skoro dobrze, to znaczy, że mogę być dumna z efektów. I okazuje się nagle, że świat nie gryzie. A wręcz przeciwnie - to ja kąsam świat.
2. Kreatywność - zawsze należałam do tzw. artystycznych dusz. Tutaj nieco poukładałam sobie i pogrupowałam to, co nazywa się twórczym chaosem, a sztywną ramą kreatywności. Więc piszę, wymyślam, piorę sobie mózg i czytam. Bardzo dużo czytam. Jeśli ktokolwiek w szkole mówił, że czytanie ubogaca, to na pewno miał rację. Dzięki lekturze czasopism, newsletterów z przeróżnych stron branżowych itp. pomysły same wchodzą do łba. Albo tam koczują i czekają na dobry moment.
3. Skupienie na szczegółach - moja pięta Achillesa. Niestety. Jestem z tych roztrzepanych, trochę roztargnionych i nieprzewidywalnych w działaniu osób. Nie zawsze jest to mile widziane w zawodzie PR-owca. Dlatego ciągle uczę się tego, by jednak brnąć do celu, sedna, niż rozdrabniać na części ente każdą myśl.
4. Zarządzanie czasem - jak sobie pościelesz tak się wyśpisz. W PR-ze ta zasada wydaje się być nadrzędną. Dlatego trzeba dobrze zarządzać czasem, nim coś się spieprzy. Układanie planu na dzień, tydzień i miesiąc pomaga ogarnąć chaos, a więc roztargnienie. A to w konsekwencji prowadzi do sukcesu. Tutaj miernikiem jest ilość miesięcznych publikacji i wywalczonych działań dodatkowych.
5. Elastyczność - tak, tak, tak! Doskonale jest móc pracować w warunkach sprzyjających nie tylko kreatywnemu myśleniu, ale też w spokoju. Nie oznacza to, że nie odczuwam presji deadlinu. Ten istnieje i straszy zawsze. Bardziej odnoszę się do kwestii podejścia do pracy, swojego i mojej szefowej. Pewna swoboda działania, rozpoznawanie swoich potrzeb na tle potrzeb klienta, a na koniec możliwość pracy w domu czy też przedweekendowe wino do zamówionego chińczyka sprzyja... wszystkiemu!
Póki co jestem bardzo zadowolona z miejsca i czasu, w którym jestem. Nie przewiduje zmian, ale jeśli i te nadejdą, chcę iść tą drogą. I bardzo podoba mi się ta myśl, że już nie muszę szukać i kombinować. Wreszcie wiem, czego chcę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz