poniedziałek, 20 marca 2017

Kobieta puch marny

Czołem :)

Poniedziałek trwa w najlepsze. Pochylam się nad fusowatą kawą, bardzo dobrą zresztą. I szukam sensu. Zwykle mam problem z wystartowaniem w nowy tydzień, teraz jednak nie jest tak źle. Początek astronomicznej i kalendarzowej wiosny. A więc i czas rozkwitu. Znowu mam energię i jakoś przesilenie przechodzę łagodniej niż zwykle. A musicie wiedzieć, że jako meteopatka mam problem z wysokim, niskim i chujowym ciśnieniem ;) 

Nie o tym jednak. O pogodzie nie będziemy gadać. Na to będzie czas na emeryturze w kolejce do lekarza. 

Dzisiaj przeczytałam niusa, że gdzieś tam w Warszawie znowu jakiś lekarz ginekolog (chyba tylko z dyplomu) odmówił kobiecie przepisania środków antykoncepcyjnych. Bo "te zabijają kobiety". Zawiesiłam nos na chwilę nad tym niusem i się wzdrygnęłam. Jak można wysnuwać taką kategoryczną opinię, skoro powszechnie wiadomo, że nowoczesne środki antykoncepcyjne praktycznie wcale nie zagrażają życiu kobiet, o ile te stosują się do ścisłych zaleceń. Są oczywiście Panie, które w trakcie hormonoterapii maja za nic ostrzeżenia o działaniach niepożądanych, występujących przy okazji zaposiadania odpowiednich schorzeń. 

Brałam tabletki anty przez ładnych kilka lat i zawsze miałam na uwadze ulotkę dołączona do opakowania. Zawsze szczegółowo wypytywałam lekarza jak może taka tabletka zadziałać na mnie poza oczywistym faktem chronienia przed ciążą. I co? Miałam pięciu ginekologów. Najlepszy był taki starszy Pan, lekko rozklekotany. Ale sumiennie mi wyjaśniał, tłumaczył i bardzo ładnie postępował ze mną jak przychodziłam na badania. 

A teraz w dobie tzw. klauzuli sumienia mamy takie kwiatki. Lekarze jakby zmienili się w kaznodziejów i władców naszego, kobiecego losu. Nic tak bardzo nie wkurza jak zdanie jakiegoś faceta, który nigdy nie przeżył akcji związanych z okresem, nadżerką, porodem, poronieniem i torbielami na jajnikach, mówi co i jak powinnyśmy. Nie ma bladego pojecia jak to jest być kobietą, a stawia siebie jako znak równości pomiędzy jej potrzebami a swoim sumieniem, które często gęsto nie ma żadnego znaczenia, gdy idzie o jej zdrowie i bezpieczeństwo. 

Żeby nie było, nie jestem za tym, by przepisywać hormony młodym dziewczynom (do 18 roku życia), ale też nie można odmawiać podstawowego prawa do wiedzy na temat wszelkich metod antykoncepcji. Na szczęście nie trafiłam na takiego bogobojnego służbistę... I dobrze. I mam nadzieję, że te małe kobietki, które mnie otaczają niekiedy, będą miały podobne szczęście. 

Zresztą, byłam ostatnio na marszu z okazji 8 marca. I powiem Wam tylko tyle - jak już baby się wściekają i wychodzą na ulicę, to już jest kiepsko. 

I nie mogę patrzeć na łysą pałę ministra zdrowia. No po prostu nie mogę. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz