czwartek, 23 marca 2017

Korpo-ściema

Dzień dobry się z Państwem,

Byłam wczoraj na rozmowie rekrutacyjnej do korpo. Poszłam w zasadzie z ciekawości i litości - zostałam bowiem złapana za ogon przez rekruterkę w internetach i żal mi się kobiety zrobiło, bo tak ładnie pytała, czy bym nie chciała wziąć udziału w rozmowie o pracę.
Przeczytałam ogłoszenie i wysłałam CV. W sumie to o tym zapomniałam, aż w zeszłym tygodniu zadzwonił telefon i przemiła Pani poinformowała mnie, że jestem zaproszona na rozmowę. Doprawdy? Umówiłam się i... poszłam. Tylko zapomniałam się ładnie ubrać.

Zapytacie - czemu mam taki olewatorski stosunek do potencjalnego pracodawcy? Ano już wspominałam, że mam pracę marzeń. I raczej nie planuję zmiany. Mam jedynie takie zboczenie, fetyszek, który każe mi chodzić na rozmowy i przyglądanie się rekrutacjom z bliska, by ocenić, jak gówniane zajęcie mogłabym wykonywać, gdybym nie pracowała tu, gdzie pracuję obecnie.

Do rzeczy!
Wczoraj o godzinie 17:00, po całodniowym tyraniu i użeraniu się z mediami, stawiłam się na rozmowie w bardzo ładnie urządzonej (minimalizm!), klaustrofobicznej salce spotkań. Przeszklone drzwi, imitacja intymności, jakiś plakat mówiący o tym jak Kate znalazła swoją pierwszą pracę dzięki radom rekruterów z firmy MP. Kate?! Serio? A nie powinna być Kasia? Co z tego, że miała skośne oczy. Takich Kaś jest sporo w naszym kraju. Przerzuciłam wzrok na biureczko. Czyste, schludne, białe i rażące po oczach, bo oczywiście nade mną wisiała lampa emitująca światło takiej jakości, że po 9h spędzonych przed kompem, potem godzinnej jeździe do centrum, moje zmęczenie pewnie było wypukłe i żylaste. Co tam. Olewam, nie jestem tu bowiem po to, by zdobyć tę pracę.

Scena 1 Wchodzi Pan Rekruter
Po uściśnięciu ręki, siadamy, wymieniamy drobne uprzejmości o późnej godzinie spotkania (Ty padalcze, czekałam 15 min na Ciebie!) i niewątpliwie gorszej formie Pana Rekrutera. Bywa. Ja też nie byłam reklamą świeżości ,acz zdążyłam skropić się nieco perfumą zanim rzeczony nadszedł.
Zanim rozpoczął wypytywanie mnie o standardowe rzeczy, pobiegł dwa razy wymienić długopis. Uśmiecham się tępo. Serio?

Scena 2 Niech Pani opowie o swoim doświadczeniu zawodowym
O litości! Jak ja nienawidzę tego pytania. Widzi to to, czarno na białym, co robiłam, gdzie pracowałam, czym się zajmowałam. W moim CV zawsze w jednym zdaniu opisuję najważniejsze obowiązki przy danym zajęciu. Co tu więcej drążyć? W każdym razie Pan Rekruter (PR) pyta i nie słucha. Serio. W pewnym momencie mówię coś o budowaniu wizerunku marki w sieci i czekam na dopytanie: zajmuje się pani też marketingiem online? Ale pytanie nie pada. Nic nie pada. Tylko moja powieka i jego też. Tyle, że z trzaskiem.

Scena 3 Opowiem Pani o tej pracy
Ah! Wspaniale było! Praca marzeń w korpo, 8 godzin spędzonych na klepaniu w klawiaturkę cyferek, liczb i innych słodkości związanych z Excelem. Pal sześć, że nie jestem Excelowa.
- To Pani nie zna Excela?
-No... nie do końca. Nie jestem biegła, zresztą nie ma takiej informacji w moim CV.
- No tak, teraz widzę.
Wniosek? PR nie przeczytał dokładnie mojego dokumentu. Faux pas! Ale wybaczyłam, i tak mi nie zależy. Ciągnąc dalej, korpo jak korpo, praca w blendzie czy tam ołpen spejsie, przerwa na ultra-vege-sojo-bezgluteno-bezcukrowo-chujowe żarcie z kafeterii na parterze, po czym człap człap na kolejny czelendż. Karta multisport, bo przecież gdzieś trzeba będzie wyrzucić z siebie lęki i frustracje, a jakbym zapadła na coś poważniejszego, prosz! Luxmed pakiet podstawowy, czyli Lux-Pocałuj-Mnie-w-Dupę-Med. Dowiaduję się, że będę pracować przy księgowaniu, rozliczaniu i planowaniu tzw. Makreting Funds, natomiast PR nie umie mi wyjaśnić jak to dokładnie działa i myli mu się Afryka z Ameryką. Którąkolwiek.

Scena 4 Pani doświadczenie z korporacją
O losie! Nie chciałam być niemiła i powiedzieć, że jak słyszę korpo widzę scenę z klipu Pink Floyd jak potwór wciska dzieci do domku a'la maszynka do mięsa i przodem wypełzają niczym robaczki zmielonej, bezkształtnej masy. Nie chciałam też mówić, że nevermore. Ale skoro przyszłam to rzekłam: Korporacja uczy wiele rzeczy o samym sobie i może uświadomić człowieka, jakie ma mocne i słabe strony. Tyle. Pan jednak ciągnął pytanie: co Pani przez to rozumie? Oh, błagam! Nie chciałam być niemiła po raz kolejny więc rzekłam: Wie Pan, ma się świadomość, że można być świetnym w excelu a dawać kompletnie ciała podczas prezentowania raportu przed ludźmi. Pan nie pociągnął tematu. Chyba skumał.

Scena 5 Odezwiemy się
Ani słowa o angielskim (język korpo wszakże), ani słowa o szkoleniach (jakieś będą, ale nie wiem jakie), ani słowa o możliwości awansu (najlepsi dostają etat na stałe po trzech miesiącach).
Wyszłam na wpół odziana w kurtałkę, bo Pan po rozmowie wyjrzał zza salki i stwierdził:
- Wszyscy już poszli to ja Panią wyprowadzę tylnymi drzwiami.
I tak zdradzona o zmierzchu poszłam sobie.
Pan powiedział na odchodne, że się odezwą za tydzień. No to sobie poczekam i podbiję stawkę wynagrodzenia. A co!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz